Jak daleko sięgają moje wspomnienia, to tak długiego okresu zawieszenia w czasoprzestrzeni nie miałam już dawno. Pojawił się problem natury martwej i nieco myśleniowej. Krótko mówiąc miałam problem z meblami.
Nie dawały się przesunąć, a ja uparta bestia na siłę. Coś mną szarpało w "te i wewte". Ja fotel na prawo, on zdawał się powracać, kanapa niczym rumak stawała dęba, nie wspominając o stole, który na sam widok odrażał gabarytami. Na nic zdały się moje prośby i groźby. Wszystko stało w tym samym miejscu. Postanowiłam dać sobie czas. Aż pewnego dnia odezwało się w mojej głowie, "przestawiasz meble to wiedz, że coś się dzieje". No i się zadziało; kuchenny stół niczym kochanek uległ moim zachciankom (krótko mówiąc dał się przestawić), a wraz z nim zaczęło się w końcu coś dziać. Najpierw w mojej głowie; trzy lata na emigracji, a ja stoję w miejscu. Niby coś tam pobieżnie do przodu, ale cholernie się ślimaczy. Krótko mówiąc szału nie ma d..y nie urywa. Dla mnie za wolno. Tylko czas szaleje na moją niekorzyść. Czuję, że coś mi ucieka, przecieka niczym dach w starej chałupie.
Nie trzeba było czekać długo, zadziało się naprawdę. Postanowiłam wrócić na ojczyzny łono (jakkolwiek by to nie zabrzmiało), biorąc wszystko na klatę, przyjmując kolejne wyzwania.
Zapewne wielu z Was popuka się w głowę i pomyśli, że idiotka ze mnie. Przecież tu w UK takie lajtowe życie, spokojne, bez większych problemów natury finansowej, pracy pod dostatkiem. Czego chcieć więcej? Otóż nie chodzi o więcej, chodzi właśnie o mniej. Chociażby mniej rozmów na problemy tego świata. Dopiero niedawno złapałam się na tym, że moje dialogi z córkami wkraczają (co więcej, stają się codziennością) na tematy natury globalnej. Moja córka, jak wiele innych nastolatek miała marzenia - chciała poczuć w przyszłości Wielki Świat, być jego częścią. Pewnego dnia przyszła do mnie i powiedziała, że REZYGNUJE Z MARZEŃ. Krótko mówiąc boi się, przeraża ją nienawiść, rasizm, terroryzm, zagrożenia o jakich ja w jej wieku nie miałam pojęcia. Wiem doskonale, że od tego nie można uciec, ale wiem też, że dziecko czy każdy nastolatek nie może rezygnować z marzeń. Jego problemy nie powinny wykraczać poza kwestie zawodów miłosnych, pryszczy na czole czy tumblrowy styl. Dajmy im być nastolatkami. Koniec i kropka.
A wracając do mojej skromnej osoby ;), dowiedziałam się, że przez te kilkadziesiąt miesięcy w obcym miejscu, zatęskniłam za problemami typu:
a) wójt gminy takiej a takiej wydał zezwolenie na wycinkę przydrożnych, stuletnich drzew,
b) mama znowu się dąsa, bo spóźniliśmy się na niedzielny obiad, a
c) pani w dyskoncie nie miała wydać grosika itd, itp.

Fot.J>M
Nie wspomnę o tym, że grzybobranie przechodzi mi kolejny raz koło nosa, marchewka z Asdy ma się nijak do marchewki z ogródka, a śliwki jedzą robale i nie jest mi z tym dobrze. Ponadto brzoskwinie z drzewa, które zasadziła moja mama, są najpyszniejszymi brzoskwiniami jakie kiedykolwiek jadłam (nawet te w Hiszpanii nie smakowały tak samo :). Zaręczam, że cdn.
Pozdrawiam Kasia
Jak daleko sięgają moje wspomnienia, to tak długiego okresu zawieszenia w czasoprzestrzeni nie miałam już dawno. Pojawił się problem natury martwej i nieco myśleniowej. Krótko mówiąc miałam problem z meblami.
Nie dawały się przesunąć, a ja uparta bestia na siłę. Coś mną szarpało w "te i wewte". Ja fotel na prawo, on zdawał się powracać, kanapa niczym rumak stawała dęba, nie wspominając o stole, który na sam widok odrażał gabarytami. Na nic zdały się moje prośby i groźby. Wszystko stało w tym samym miejscu. Postanowiłam dać sobie czas. Aż pewnego dnia odezwało się w mojej głowie, "przestawiasz meble to wiedz, że coś się dzieje". No i się zadziało; kuchenny stół niczym kochanek uległ moim zachciankom (krótko mówiąc dał się przestawić), a wraz z nim zaczęło się w końcu coś dziać. Najpierw w mojej głowie; trzy lata na emigracji, a ja stoję w miejscu. Niby coś tam pobieżnie do przodu, ale cholernie się ślimaczy. Krótko mówiąc szału nie ma d..y nie urywa. Dla mnie za wolno. Tylko czas szaleje na moją niekorzyść. Czuję, że coś mi ucieka, przecieka niczym dach w starej chałupie.
Nie trzeba było czekać długo, zadziało się naprawdę. Postanowiłam wrócić na ojczyzny łono (jakkolwiek by to nie zabrzmiało), biorąc wszystko na klatę, przyjmując kolejne wyzwania.
Zapewne wielu z Was popuka się w głowę i pomyśli, że idiotka ze mnie. Przecież tu w UK takie lajtowe życie, spokojne, bez większych problemów natury finansowej, pracy pod dostatkiem. Czego chcieć więcej? Otóż nie chodzi o więcej, chodzi właśnie o mniej. Chociażby mniej rozmów na problemy tego świata. Dopiero niedawno złapałam się na tym, że moje dialogi z córkami wkraczają (co więcej, stają się codziennością) na tematy natury globalnej. Moja córka, jak wiele innych nastolatek miała marzenia - chciała poczuć w przyszłości Wielki Świat, być jego częścią. Pewnego dnia przyszła do mnie i powiedziała, że REZYGNUJE Z MARZEŃ. Krótko mówiąc boi się, przeraża ją nienawiść, rasizm, terroryzm, zagrożenia o jakich ja w jej wieku nie miałam pojęcia. Wiem doskonale, że od tego nie można uciec, ale wiem też, że dziecko czy każdy nastolatek nie może rezygnować z marzeń. Jego problemy nie powinny wykraczać poza kwestie zawodów miłosnych, pryszczy na czole czy tumblrowy styl. Dajmy im być nastolatkami. Koniec i kropka.
A wracając do mojej skromnej osoby ;), dowiedziałam się, że przez te kilkadziesiąt miesięcy w obcym miejscu, zatęskniłam za problemami typu:
a) wójt gminy takiej a takiej wydał zezwolenie na wycinkę przydrożnych, stuletnich drzew,
b) mama znowu się dąsa, bo spóźniliśmy się na niedzielny obiad, a
c) pani w dyskoncie nie miała wydać grosika itd, itp.
![]() |
| Fot.J>M |
Nie wspomnę o tym, że grzybobranie przechodzi mi kolejny raz koło nosa, marchewka z Asdy ma się nijak do marchewki z ogródka, a śliwki jedzą robale i nie jest mi z tym dobrze. Ponadto brzoskwinie z drzewa, które zasadziła moja mama, są najpyszniejszymi brzoskwiniami jakie kiedykolwiek jadłam (nawet te w Hiszpanii nie smakowały tak samo :). Zaręczam, że cdn.
Pozdrawiam Kasia
Rozumiem Cie znakomicie. Sama jestem na emigracji od 10 lat, za 3 powrot, a juz nie moge sie doczekac. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńMyślę że mnóstwo osób myśli o powrocie, troszkę mniej powraca, a tyle samo boi się powrotu.
UsuńPozdrawiam i życzę Ci, aby te 3 lata minęły spokojnie i w miarę szybko :)