Jakże się cieszę, kiedy widzę informację na fejsie, że Endomondo pokazało tyle a tyle, że w tym bieganiu mróz nie przeszkadza, że z wiatrami daję radę, że wystarczy chcieć, że nie jem przetworzonego żarcia i, że czysta micha najlepsza. Niestety to wszystko można zobaczyć
nie u mnie, ale u moich znajomych. U mnie na profilu takich rzeczy do tej pory nie było i raczej nie będzie ( nie mów nigdy "nigdy"). Pozostaje mi tylko zdrowo pozazdrościć. Prawda jest taka, że z przetworzonym jedzeniem daję radę, tzn. nie kupuję, ale też nie biegam, nie ćwiczę, nie jeżdżę systematycznie na rowerze, nie odchudzam się i nie mam postanowień na nowy rok. Ale mam za to chęci ;- chęć na czekoladkę, chęć na wytrawne wino, chętnie poczytam książkę i obejrzę po raz kolejny "Fortepian". Krótko mówiąc jestem trochę leniwcem i nie nadążam, ale chęci są.
| fot Julia M. |
Żeby nie wypaść blado wśród moich znajomych, znalazłam coś, co sprawia mi niesamowitą frajdę i wiąże się z ruchem na świeżym powietrzu. Uwielbiam parkowe, uliczne spacery i staram się, aby nie dopadła mnie rutyna, w związku z czym dzielę je na kilka różnych rodzajów. Wersja pierwsza - szybka- zwłaszcza kiedy spieszę się na przystanek, bo kolejna dziewiętnastka dopiero za pół godziny. Kolejna wersja - powolna- kiedy idę na spotkanie ze swoim stomatologiem. Następna podejrzliwa, - bo podejrzewam, że nie tylko ja lubię spacery, i trochę plotkarska - tyle one jedzą, a takie filigranowe, piękne, wręcz porcelanowe - mówię do córki rzucając kolejną porcję chleba łapczywym łabędziom. Ostatni wariant jest obserwatorski. Te ostatnie spacery dostarczają mi wiele satysfakcji i pomagają w bardzo specyficzny i subiektywny sposób spojrzeć na wszystko co nas otacza. Kocham psy i lubię wytrzeszczać na nie swoje oczy, choć ostatnio zauważyłam, że bardziej interesuje mnie stanowisko i zachowanie właścicieli niż ich czworonożnych pupili. Bo pies jak pies; idzie, idzie -siku, biegnie, biegnie- kupa, powącha- znowu siku i tak mógłby zdaje się długo. Ale zachowanie właściciela, to jest dopiero ciekawy przypadek, zwłaszcza przy tej umownej "dwójce". Tutaj on zachowuje się w sposób trochę irracjonalny, jakby coś przeczuwał. A może raczej wstępuje w niego taki początkujący detektyw: bada teren tzn. patrzy czy nikt nie widział, że jego pupil zrobił "dwójkę". Niby się przychyla, ale kątem oka spogląda to na lewo, to na prawo, i nawet w tej dziwnej pozycji potrafi spojrzeć do tyłu, wcale nie odwracając głowy, tylko jakoś tak dziwnie zerka pomiędzy swoimi nogami. Następuje chwila rozczarowania, bo zauważył uporczywie zerkającą w jego stronę drobniutką panią z parasolem i pudlem. "Widzi mnie ta z tym pudlem, patrzy tu"- myśli właściciel (choć ma jeszcze odrobinę nadziei, że nie). Mimo wszystko, wobec takich dla niego niesprzyjających okoliczności, wyciąga torebkę foliową, zakłada na dłoń, ale dla pewności, już nieco bardziej wyprostowany spogląda raz jeszcze - stoi i pudel i pani pudla. Nie ma wyjścia. No domiar złego przypomniał sobie końcowy napis na tabliczce informacyjnej ...penalty £500. Właściciel z ciepłą zawartością torebki udaję się do pobliskiego kosza, a pies z radością obwąchuje kolejny krzaczek.
![]() |
| Nasz Borys jest konkretny. |
Ale wracając do tematu, bo miało być, że kiedyś będę fit (a ja tu o psach i ich opiekunach), chcę podkreślić, że spacery dają mi niesamowitą radość z podglądania wszystkiego co nas otacza, dają mi możliwość spotkania nietuzinkowych osobowości i ciekawych historii, ale to nie wystarcza żeby być przez dłuższy czas w szczytowej formie. Zatem założenie moje jest proste: "Zakładam, że kiedyś będę fit".

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz