UA-85786635-1

niedziela, 29 listopada 2015

Dostajesz to, co dajesz



                            Święta tuż, tuż, a ty zaczynasz zastanawiać się, ba, nawet sporządzać listę prezentów, które musisz kupić. I tu już na samym początku popełniasz błąd numer 1,  myśląc, że "musisz". Nic nie musisz, możesz jedynie chcieć komuś zrobić miłą niespodziankę. Kieruję się tą myślą odkąd tylko zaczęłam sprawiać komuś prezenty. Przyjrzyjmy się dzieciom, bo to one są otwarte, szczere, autentyczne i prawdomówne (dopóki my dorośli nie nauczymy je kłamać). Dają nam laurki, ludki z kasztanów i swoje pierwsze bohomazy nie dlatego, że ktoś im kazał i że muszą. Nie. Dają, bo chcą nam sprawić przyjemność. Marzy mi się, aby ta dziecięca prawdziwość pozostała w nas jak najdłużej. A tym którzy dalej "muszą" coś kupić, to radzę, odpuśćcie sobie. Taki prezent nie sprawi nikomu przyjemności, nawet ty jako darczyńca nie zostaniesz usatysfakcjonowany. Kula u nogi i zbędny wydatek.


fot. domi

                            Jeżeli doszedłeś już do tego, że z przyjemnością zrobisz komuś prezent, to jesteś na dobrej drodze. Ja, od siebie życzę Ci powodzenia w poszukiwaniu trafionego prezentu, a zarazem cieszę się, że ten zgiełk i gonitwa za czymś niepowtarzalnym, nieobciachowym i niebanalnym ominie mnie w tym roku. Powód wcale nie dotyczy wyjazdu do ciepłych krajów. Święta spędzam tradycyjnie w gronie najbliższych, ale podarunki zaczęłam rozdawać nie czekając na ikonę popkultury- Świętego Mikołaja. 


                           W tym roku robię prezenty tym, którzy rzeczywiście ich potrzebują. I wcale nie chodzi tu o jakieś "biedne" dziecko, które "potrzebuje" kolejną porcję figurek czy mieczy świetlnych ze Star Wars, ale o obdarowanie szczególnym prezentem na przykład pana, który siedzi codziennie pod Asdą i nawet nie posiada kubka po kawie ze Starbucksa na drobne datki. Ba, nawet nie wyciąga ręki po jałmużnę. Po prostu siedzi i nie ma żadnych roszczeń. Większość konsumentów pewnie się ucieszyła, że nie mają gdzie wrzucić drobniaka. Choć tak naprawdę, to ja też przeszłam obok niego obojętnie, bo pomyślałam, że to kolejny nieudacznik, alkoholik albo ćpun i nie będę mu ułatwiać życia. Weszłam do sklepu, przeszłam go wzdłuż i wszerz, zapominając co miałam kupić. Jedynym sprawunkiem jaki zrobiłam, to była kanapka i coś do picia. Wychodząc, pochyliłam się nad tym człowiekiem i zapytałam czy jest głodny. Kiwnął twierdząco głową, chwycił wzrokiem mojego sandwicza, uśmiechnął się i podziękował. Uśmiechnęłam się i ja, odeszłam i zaczęłam się zastanawiać, kiedy ostatni raz cieszyłam się, że w lodówce jest coś więcej oprócz światła.

                       Nie zauważamy takich rzeczy. Dwoimy się i troimy, żeby zadowolić znajomych, kochanków, małżonków, dzieci czy rodziców wymarzonym prezentem pod choinkę. Chcemy mieć lepszy samochód, większy telewizor, a nie potrafimy cieszyć się z drobiazgów, Powiedziałam basta. Nie w tym roku. Te święta są dla spragnionych, czekających na odruch zwykłej, ludzkiej życzliwości.

                     

                        Jak ja mogę, to TY też możesz pomóc, i nie musi być kanapka, czy ciepły szalik, ale czasami  chodzi o coś zupełnie innego: zrozumienie, wsparcie, szacunek, rozmowę czy okazanie innych uczuć. Dla niektórych oznacza to coś więcej niż namacalny prezent. 


Pamiętaj:

                               Dostajesz to, co dajesz.


Pozdrawiam
Kasia










Brak komentarzy:

Prześlij komentarz