UA-85786635-1

niedziela, 9 października 2016

Kobiety, obudźcie się

                       
                       Po poprzednim wpisie "Relacje damsko - męskie, czyli ujeżdżanie tygrysa" rozszalała się moja poczta, których nadawcą były "miłe" panie. Krótko mówiąc chodziło o to, że nie mam prawa buntować facetów przeciwko płci pięknej, że one (my) ciężko pracujemy w domu, spełniamy zachcianki naszych mężów, stoimy pół dnia przy garach, i że generalnie powinnam trzymać sztamę z kobietami, bo przecież też chyba nią jestem.
Nie wspomnę o tym, że podobno nie znam życia w ogóle, ani tym bardziej relacji damsko - męskich. Otóż takim skargom, frustracjom mówię stanowcze "nie" (chyba, że bardziej od tygrysów kochamy pawiany - wtedy wychowujmy sobie tak partnera, aby zgadzał się z nami w każdej kwestii i chodził na cotygodniowe obiadki do naszej mamusi). 


                       Kochane, ja nie jestem przeciwko Wam, wręcz przeciwnie, stoję murem za każdą panią domu. Ja tylko staram się powiedzieć jak ważne są zdrowe relacje z partnerami, mężami czy kochankami. Każdy ma prawo do bycia sobą, do posiadania niewielkich tajemnic, do chwili samotności, do swojego prywatnego życia. I to nie tylko my dorośli powinniśmy z tych przywilejów korzystać, nastolatek też ma do tego prawo (choć wiadomo, wszystko w umiarkowanych ilościach. W końcu zaufanie zaufaniem, a kontrola swoją drogą. Ale o tym w osobnym wpisie).

                      Postaram się dzisiaj choć trochę zmienić wizerunek niby stronniczej Kasi. Specjalnie dla Was, dla wszystkich Matek Polek,- które każdego dnia urabiają ręce aż po same łokcie, a wracając z pracy nie maja podanego obiadu po nos,- postaram się (ale coś czuję, że znowu będzie odwrotnie) stanąć w Waszej obronie.

                      Kochane, drogie, wszechwiedzące, humorzaste gospodynie ognisk domowych, ja wiem, że;

-  to my najlepiej zrobimy pranie, bo mąż się nie zna i widzi w pralce tylko jeden przycisk "stop", a dzieci są za małe i nie potrafią,

- to my gosposie domowe, potrafimy chodzić całymi dniami po mieszkaniu i sprzątać, a przy okazji wrzeszczeć na domowników, że są bałaganiarzami,

- to my roznosimy posegregowane, wyprasowane ubrania do każdego z osobna Ba nawet więcej, bo jak już dotarłyśmy do sypialni naszego nastolatka, to jesteśmy tylko o krok od szafy i wiemy, że najlepiej i najładniej umieścimy tam odzież naszej latorośli,

- to my kobiety najlepiej wiemy gdzie ruszyć na zakupy, aby było odpowiednio tanio i smacznie (pominę tu sam powrót do domu, w którym znowu nie najlepiej się dzieje, bo nie miałyśmy kontroli nad domownikami i jak bumerang wracamy do punktu drugiego),

- to my, to my, to my - te punkty można mnożyć w nieskończoność, a lista może być długa jak papier toaletowy. Błagam Was odpuście sobie chociaż trochę i nie róbcie z siebie idealnych wzorców do naśladowania. Nauczmy domowników obsługiwać sprzęty, korzystać z pralki czy zmywarki. Nie wszystko musi być idealnie zrobione przez Nas, nie jest ważne, że mąż kupił nie to mleko, że dziecko pójdzie do szkoły w niedoprasowanej koszulce. Wrzućmy bieg na "luz" i zróbmy coś dla siebie. Nieważne co, ale ważne, aby to było tylko dla Nas. 


fot Julia M.

Odpuścimy sobie bycie perfekcyjną panią domu, bo ONA przez tą swoją perfekcyjność zapomniała ile ma lat, myśli, że nazywa się Victoria Beckham i nie wie, które leginsy spakować. A takie z całą pewnością nie chcemy być.
Przecież każdy chce być sobą :)

Z prawdziwym poważaniem.
Kasia

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz